|
Przez kilka lat z sumiennością na jaką mnie tylko stać opisywałem kiedyś wydarzenia związane z tak zwaną „piosenką artystyczną”. Zwłaszcza to, co działo się w Polsce – opisywałem starannie, przekonany iż tak trzeba. Uświadamiała mi to coraz dobitniej tak zwana „otaczająca rzeczywistość”, w której coraz mniej było miejsca na piosenkę traktowaną jako dzieło artystyczne – a coraz wyraźniej liczyła się piosenka – produkt, piosenka – towar, piosenka – gadżet. Przyjmując reguły rynkowe przyjęliśmy bowiem i tę ich konsekwencję że liczyć się będzie to, na co jest możliwie najliczniejszy nabywca. A wymagania nabywców trzeba kształtować długo, nieraz przez pokolenia. Przekonali się o tym już dawno ludzie biznesu. Nawet tam, gdzie idzie o sprzedanie nowości, dajmy na to technicznej – wymagana jest zmasowana reklama lub długotrwała informacja (nie edukacja niestety, tylko propaganda). W sferach tak ezoterycznych jak gust, muzykalność, wrażliwość na piękno – informacja nie działa, a edukacji nie ma (przynajmniej w Polsce). Stało się więc: o sprzedaży decyduje dziś nie wartość, lecz większość. |